W starym kinie

Przez środek ulicy szedł mężczyzna z cylindrem na głowie. Szedł wymachując laską. Zupełnie nie zważając na takt muzyki, dzięki której powinien przecież nabrać elastycznego kroku tańcgibka, walił z buta przed siebie. A potem właził ten paralityk do kina, w którym siedział jakiś stary facet podobny do Jaruzelskiego i przez dziesięć minut opowiadał o czymś, co za chwile miało pojawić się na ekranie. Gadał mądrze, długo i monotonnie jak przystało na niedziele. Siedzieliśmy naprzeciwko niego. Nasze nogi nie dostawały do ziemi. Jak się nie ma kontaktu z ziemią to trudno się na czymś skoncentrować. W tym przypadku oczywiste jest, że pan statyczny jak świecznik tuż za nim, nie mógł liczyć na zainteresowanie. Babcia kręciła się w kuchni przy rosole. Rodzice wychodzili na dymka, a my nie wiedzieliśmy co zrobić z rękami. Jak już stary gadał zbyt długo to zdarzało się że któryś z nas wyłapał piąchą od drugiego. Któregoś tam dnia babcia dała nam ten album tylko po to żeby nas uspokoić. W kilka tygodni okazało się, że stary zasuwał z tego szklanego pudełeczka o naszym albumie. Byli tam żołnierze w mundurach, młode damy zbierające kwiaty, faceci w ciemnych płaszczach i kapeluszach na głowie, cwaniacy palący papierosy, czarne motocykle i czarne lokomotywy, kolejarze, lotnicy, marynarze, romantycy z fajkami w zębach i książką, w pozie nóżka na nóżkę, kandelabry, rowery, konie, ciemne uliczki, mężczyźni wyglądający na cinkciarzy, był nawet Hitler, który później okazał się naszym pradziadkiem. Wtedy zaczęliśmy oglądać uważniej filmy z cyklu „W starym kinie”. Wszystko po to by później siąść i układać dialogi, tworzyć fabuły, z albumu robić komiks. Nigdy nie zdarzyło się nam by któryś dostał w ryja nad albumem.

0 Odpowiedzi do “W starym kinie”


  1. Brak komentarzy

Napisz odpowiedź